Ofiarowała Bogu życie za papieża i kapłanów

Służebnica Boża Leonia Nastał

Mało kto wie, że Polska posiada swoją Teresę od Dzieciątka Jezus. Chodzi o Służebnicę Bożą Leonię Nastał, która urodziła się 8 listopada 1903 roku w Starej Wsi. Została ochrzczona tego samego dnia, otrzymując imię Maria.

Jej rodzicami byli ubodzy, małorolni chłopi Franciszek i Katarzyna. Służebnica Boża posiadała także dwójkę rodzeństwa, starszą siostrę Stefanię i młodszego brata Stanisława. Jej ojciec był osobą niezrównoważoną, często się upijał i robił awantury. Z kolei matka była osobą bardzo pobożną, dbającą o katolickie wychowanie swych dzieci. To właśnie ona nauczyła Leonię pacierza, który odmawiały razem z pozostałą dwójką rodzeństwa. To matka czytała im pobożne książki i Pismo Święte.

W skutek biedy panującej w Galicji, ojciec małej Marysi wyjechał w poszukiwaniu pracy do Ameryki, gdzie pozostał przez 18 lat. Rodzina utrzymywała się głównie dzięki małemu gospodarstwu i pomocy w pracach domowych innym mieszkańcom Starej Wsi.

Parafia, do której należeli Nastałowie, działała bardzo prężnie. Na jej terenie znajdował się nowicjat Sióstr Służebniczek założonych przez bł. Edmunda Bojanowskiego. Z kolei duszpasterstwem zajmowali się księża jezuici.

Mała Marysia była dzieckiem energicznym i bardzo wybuchowym, jednak cały czas pracowała nad sobą, aby wykorzenić swoje złe skłonności. Już od najmłodszych lat pragnęła zostać zakonnicą, jednak nie zgadzał się na to jej ojciec, który w roku 1921 wrócił z Ameryki. Ilekroć przyszła Służebnica Boża wspominała mu o swoim marzeniu, ten wybuchał gniewem.

Maria jako osiemnastoletnia dziewczyna wypaliła sobie na piersiach rozżarzonym gwoździem Najświętsze Imię Pana Jezusa, co wyszło na jaw, gdy do rany dostała się infekcja. Czyn ten dał wiele do myślenia jej ojcu. W końcu dnia 31 grudnia 1925 roku, uzyskując zgodę ojca, Maria wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Służebniczek NMP. Dzięki swoim cnotom, a szczególnie pracowitości, wytrwałości i całkowitemu poddaniu się przełożonym, stała się wzorem dla innych nowicjuszek. Pracowała w ochronce pod Lwowem, gdzie za przykładem założyciela swojego zgromadzenia, szczególną troską otaczała sieroty.

Kolejnym istotnym etapem w biografii Marii, która przyjęła imię zakonne Leonia, był wyjazd do Poznania, w trakcie którego opiekowała się i pomagała w nauce siostrom zdobywającym kwalifikacje na sześciotygodniowym kursie pedagogicznym. Uczyła je swoim przykładem miłości do Boga i bliźniego. Mawiała: „Kochajmy Jezusa aż do szaleństwa. […] Miłość ku Bogu prowadzi do miłości bliźniego”.

Nastałówna była humanistką. Swoje talenty wykorzystywała do apostolatu. Napisała wiele sztuk teatralnych i wierszy, które zawsze pokazywały miłość i wielkość Boga i Najświętszej Maryi Panny.

Siostra Leonia wyróżniała się szczególnym umiłowaniem i oddaniem dla kapłanów. Od początku swego życia miewała wizje i ekstazy, w których Pan Jezus często wspominał o wielkiej roli kapłanów oraz zalecał jej szczególną pilność i pokorę w wypełnianiu rad jej spowiednika. Gdy tenże spowiednik stwierdził, iż wizje, które miała są fałszywe, sam Chrystus podporządkował się jego woli i do czasu, kiedy spowiednik zmienił zdanie na temat tych niesamowitych zdarzeń, nie objawiał się jej.

Pan Jezus nawoływał do modlitwy i postów za kapłanów. Mówił Leonii:

„Z radością przyjmuję twoje ofiary za kapłanów. Przynoś Mi jeszcze więcej ofiar za nich i jeszcze więcej módl się za kapłanów. Potrzeba im bardzo dużo łask, by wytrwali na wyżynach świętości, do jakiej są powołani. Sami muszą zstępować w niziny, by wydobywać z upadku dusze, które nieraz tarzają się w błocie, i znowu muszą iść na wyżyny, już nie sami, ale z owymi duszami, prowadząc je ku górze”.

Również skierował do niej takie słowa:

„Poproś spowiednika, by ci pozwolił trzy dni w tygodniu wstrzymać się całkowicie od przyjmowania posiłku na uwielbienie Trójcy Przenajświętszej – na uproszenie łask potrzebnych kapłanom. Poniedziałek poświęć Ojcu niebieskiemu i błagaj Go, by rodził w duszach kapłanów swego Syna, by ich kształtował na wzór odwiecznego Arcykapłana, by urabiał z nich drugich Chrystusów. We czwartek wstrzymaj się od przyjęcia pokarmów na uwielbienie Jezusa, który w tym dniu zostawił swe Ciało na pokarm dusz. Błagaj Słowo Odwieczne, by kapłani godnie i z największą miłością sprawowali Najświętszą Ofiarę i rozdawali duszom Chleb Aniołów. Na uwielbienie Ducha Świętego poświęć sobotę, by razem z Niepokalaną Jego Oblubienicą Maryją zjednywać dla kapłanów najobfitsze dary Ducha Świętego, Jego światło i pomoc w głoszeniu kazań i kierowaniu duszami. Powiedz spowiednikowi, że Moją wolę uzależniam od jego pozwolenia i że nie polecam ci tego w formie nakazu, ale życzenia uzależnionego od jego uznania”.

Ta Służebnica Boża jest szczególnym przykładem, jak ofiara prostego wiernego może uświęcić najwyższych hierarchów Kościoła. Wiedząc, jak wielkie trudy znosi Ojciec Święty Pius XI, chciała ofiarować za niego swe życie, jednak święte poczucie niegodności swej ofiary, nie pozwalało jej na uczynienie tego. Wtedy Pan Jezus przemówił do niej słowami: „Przyjmuję twoją ofiarę”, co napełniło Leonię wielką radością.

Gdy Ojciec Święty zmarł, miała cudowną wizję:

„Pan Jezus przeniósł moją duszę do nieba i ukazał mi przyjęcie do grona apostołów zmarłego Ojca Świętego Piusa XI. Ojciec Święty, w białej szacie, z krzyżem na piersiach, był uśmiechnięty, pełen radości. W pewnym momencie mała bugia [świeca], którą niosła przed nim jakaś niewidzialna ręka, rozpłomieniła się jak słońce, a Pan Jezus rzekł: Oto nowa światłość Jeruzalem niebieskiego. Naprzeciw Ojca Świętego wyszedł św. Piotr pełen chwały. Podał rękę Piusowi, a Pan Jezus mówił: Tu es Petrus in aeternum (Jesteś Piotrem na wieki). Zrozumiałam, że mówił to o Ojcu Świętym, że go umieszcza w gronie świętych papieży. Ojcze Święty – zawołałam – żyjąc na ziemi, nie znałeś mnie, nie wiedziałeś, że przed dwoma laty ofiarowałam Bogu życie za ciebie. Dzisiaj o tym wiesz. Proszę cię, wstaw się za mną u Boga. Ojciec Święty popatrzył na mnie i pobłogosławił mi z miłością”.

O ileż bardziej modlitw, postów i ofiar potrzebują od nas współcześni kapłani, biskupi i sam papież! To modlitwy i umartwienia wiernych wyrywają dusze kapłańskie z sideł modernizmu i innych zwodniczych ideologii, które rozprzestrzeniają się po świecie i również trafiają do kapłańskich serc i umysłów.

Bardzo ciekawym fragmentem z życiorysu Służebnicy Bożej Leonii Nastał jest wizja Pana Jezusa, który opowiadał jej o patronce Wspólnoty Modlitw za Kapłanów:

„Sługa moja, Teresa od Dzieciątka Jezus, doszła do doskonałości drogą dziecięctwa duchowego. Postąp o jeden szczebel wyżej, a raczej zstąp o jeden stopień niżej, do niemowlęctwa duchowego”.

Ta wizja stała się początkiem drogi, której celem miało być poddanie się woli Bożej.

Z końcem lat 30. mistyczka zachorowała na gruźlicę. Wyjechała na rekonwalescencję do Szczawnicy, ale jako że stan jej zdrowia ciągle się pogarszał, powróciła do Starej Wsi, gdzie zmarła w opinii świętości 10 stycznia 1940 roku. Mottem całego jej życia było zdanie: „Uwierzyłam miłości odwiecznej”.

W 1976 r. rozpoczął się proces beatyfikacyjny Leonii Nastał, zaś w 2016 została uznana heroiczność jej cnót, przez co przysługuje jej tytuł Czcigodnej Służebnicy Bożej. Może szczególnie warto za wstawiennictwem tej, która tak za życia umiłowała kapłanów, wypraszać dla nich konieczne łaski…

„Dusza, która modlitwą i ofiarą wspomaga kapłanów, staje się kapłanką w tym znaczeniu, że w niebie będzie mieć udział w tym osobliwym szczęściu i chwale, jakie przygotowałem od wieków dla sług moich ołtarzy”.

(Pan Jezus do Leonii Nastał)