Biały mundur i czarna sutanna

Poniżej prezentujemy bardzo interesującą historię nawrócenia z prawosławia na katolicyzm Aleksandra Michajłowicza księcia Wołkońskiego. Artykuł autorstwa pp. Małgorzaty i Ryszarda Mozgolów ukazał się na łamach 39 (2/2001) numeru Zawsze Wierni.

Cechą charakterystyczną rosyjskiego prawosławia była „izolacjonistyczna” postawa względem Europy Zachodniej. Fenomen ten odnosi się faktycznie jedynie do wzrastającego w siłę w XVII–XVIII w. imperium rosyjskiego i nie występuje np. w prawosławiu rumuńskim, autokefalii węgierskiej, w mniejszym stopniu cerkwi bułgarskiej. Feliks Koneczny zwracał uwagę, że przyczyny tego faktu należy upatrywać w specyfice rosyjskiej cyrylicy, która wykopała przepaść pomiędzy zachodnioeuropejskimi i rosyjskimi elitami intelektualnymi. Otwarcie na Zachód, dokonane przez Piotra I, było w rzeczywistości pod względem religijnym otwarciem na protestantyzm, którym car Piotr był zafascynowany. W XIX w. zaistniały dwa kierunki myślenia rosyjskiego-słowianofilski, orientalistyczny, a więc prawosławny i tzw. okcydentalistyczny, „zapadnicy”, czyli germanofile, pozytywnie ustosunkowani do protestantyzmu. Nastąpiło dalsze zamknięcie Rosji na katolicyzm, Kościół katolicki traktowano jako groźnego wroga. Dlatego zaskoczeniem było pojawienie się na przełomie XIX i XX w. katolickich intelektualistów takich jak np. Gieorgij hr. Bennigsen, Michaił A. baron Taube, Aleksander M. ks. Wołkoński lub prokatolicko nastawionych prawosławnych myślicieli, jak np. Władimir Sołowiew, Nikołaj A. Bierdiajew.

Do chlubnych tradycji rosyjskich katolickich intelektualistów nawiązuje, stojące na bardzo wysokim poziomie, tradycjonalistyczne pismo „Pokrow” („Opoka”) wydawane w Moskwie. W numerze 2 z 1999 r. znajduje się interesujący artykuł Władimira Ponomariewa i Maksima Fomina poświęcony postaci oficera Białej Gwardii, katolickiego pisarza i publicysty, wreszcie duchownego Kościoła katolickiego Aleksandra Michajłowicza księcia Wołkońskiego, wart szerszego zaprezentowania polskiemu czytelnikowi[1].

Książę Wołkoński pochodził z jednego z najznakomitszych rodów rosyjskich, którego korzenie sięgają Ruryka. W oficjalnej genealogii jako przodków A. M. Wołkońskiego wymienia się zabitego przez pogan w 1246 r. wielkiego księcia kijowskiego Michaiła Wsiewołodowicza, który dzięki swojej męczeńskiej śmierci został zaliczony w poczet świętych czczonych na Rusi. Od prawnuka Michaiła Wsiewołodowicza, Fiodora Iwanowicza, zm. w 1380 r. wywodzą się trzy gałęzie książąt Wołkońskich. Korzenie naszego bohatera tkwiły aż w dwóch liniach książęcych tego rodu dzięki małżeństwu swoich rodziców, będących bardzo dalekimi krewnymi.

Warto poświęcić kilka słów stosunkowi rodziny Wołkońskich do katolicyzmu. Książę Aleksander Michajłowicz i jego rodzeństwo od dziecka mieli styczność z Kościołem Rzymskim, chociaż decyzja o nawróceniu całej czwórki nastąpiła dopiero pod koniec ich życia. Nie wiadomo, czy dorastający Aleksander miał bezpośredni kontakt z katolickimi duchownymi lub katolickimi nabożeństwami, można tylko przyjąć, że nieobca była mu katolicka literatura, gdyż jego matka Elżbieta Grigoriewna (1838–1897) znana była ze swojej praktykowanej w skrytości serca wierności do katolicyzmu. Należała do tych świątobliwych matek, które wszczepiają w serca swoich dzieci miłość do Boga i szacunek do Prawdy. Jej wpływ na wychowanie religijne dzieci był ogromny, skoro cała czwórka przyjęła katolicyzm. Nie tylko dzieciom starała się przekazać swoją miłość do Kościoła katolickiego. Nie zwracając uwagi na grożące jej represje ze strony duchowieństwa prawosławnego, była autorką apologetycznych w stosunku do katolicyzmu książek O Kościele i Wierność Kościołowi a rosyjska literatura religijna. Świadectwem wierności  Elżbiety księżnej Wołkońskiej, a zarazem wrogości do niej synodu prawosławnego, był moment śmierci. Tuż przed śmiercią Elżbieta Grigoriewna wezwała do udzielenia ostatniego namaszczenia dominikanina z petersburskiego katolickiego kościoła św. Katarzyny. Pocieszeniem dla jej duszy był także telegram z błogosławieństwem od papieża Leona XIII. Trudno powiedzieć, czy przeszła na katolicyzm na łożu śmierci. Hierarchia prawosławna zareagowała z oburzeniem i pomimo próśb rodziny nie zezwoliła na prawosławny pogrzeb, a nawet odmówiła odprawienia mszy prawosławnej za spokój jej duszy, co sugerowałoby, że matka bohatera artykułu zmarła jako katoliczka. Z drugiej strony zachowanie męża sugeruje, że Elżbieta Grigoriewna Wołkońska nie zmieniła wyznania; możliwe, że nie chciała mu się przeciwstawiać. Należy zaznaczyć, że w rodzinie Wołkońskich zdarzały się już w przeszłości nawrócenia na katolicyzm. Ponad 50 lat wcześniej katolicyzm przyjęła Zinaida Aleksandrowna księżna Wołkońska, poetka i pisarka, żona brata dziadka księcia Aleksandra Michajłowicza oraz dziadek księżnej Elżbiety, a pradziadek Aleksandra Wołkońskiego, Aleksandr Kristofowicz hr. Bienkiendoroff.

Aleksander Michajłowicz książę Wołkoński urodził się 25 kwietnia 1866 r. jako pierworodny syn udanego małżeństwa Michaiła Siergiejewicza, syna dekabrysty, senatora i członka Rady Państwowej, oficera armii carskiej i wspomnianej Elżbiety Grigoriewny. Żoną Aleksandra Wołkońskiego została dama dworu cesarskiego Eugienia Piotrowna Wasilczikowa, która powiła czworo dzieci: Daniela (ur. 1902), Nikitę (ur. 1904), Marię (ur. 1906) i Włodzimierza (ur. 1908).

W 1889 r. książę ukończył fakultet prawniczy na Uniwersytecie Carskim w Sankt-Petersburgu i rozpoczął karierę wojskową. Tradycje rodzinne skłoniły go do wybrania Kawaleryjskiej Gwardii Jego Wysokości. Kariera wojskowa księcia przebiegała znakomicie. W 1890 r. był już oficerem, w 1894 r. otrzymał stopień porucznika i przyjęty został do Akademii Sztabu Generalnego. Rok później rozpoczęła się dyplomatyczna działalność księcia w ramach służby wojskowej. Był to okres stale zmieniającego się miejsca pobytu księcia Wołkońskiego. Wreszcie w 1900 r. ukończył naukę w Akademii ze stopniem sztabs-kapitana i został oddelegowany do sztabu kijowskiego okręgu wojskowego. Okres ten był jednym pasmem sukcesów Aleksandra Wołkońskiego, szybka kariera wojskowa, udział w zagranicznych misjach, liczne odznaczenia.

Ta pomyślna koniunktura została przerwana w 1904 r., kiedy doszło do konfliktu księcia Aleksandra z przełożonymi. Będąc oficerem, dobrze były mu znane sprawy związane z polityką wojenną rządu, a widząc nadużycia nie omieszkał ich krytykować. Jego artykuł Czy jeszcze długo potrwa wojna?, który był krytyką działań rządu w związku z wojną rosyjsko-japońską, wywołał ostrą reakcję przełożonych. Skończyło się na upomnieniu i zakazaniu pisania bez pozwolenia przełożonych. Zastosował się do rozkazu, ale w dalszym ciągu kierował się bardziej własnym sumieniem niż ludzkimi opiniami. Swoje poglądy Wołkoński wyraził na łamach jednego z artykułów, pisząc, że armia w czasie rewolucji ma stać na straży porządku, być bezwzględnie wierna władcy i rozkazom przełożonych, że nie ma w niej miejsca na modne prawicowe lub lewicowe partyjniactwo. A trzeba przyznać, że w ówczesnej Rosji, pogrążonej w rewolucyjnym chaosie 1905 r., nie były to poglądy powszechne, nawet wśród carskiej arystokracji. „Kadeci” (konstytucyjni demokraci) nie puścili płazem Wołkońskiemu tych słów, P. D. książę Dołgoruki zaatakował na łamach liberalnej prasy rosyjskiej, wychodząc z założenia, że armia ma obowiązek służenia narodowi i obowiązek obrony ogólnoludzkich wartości. W ujęciu kadeckiego partyjniactwa znaczyło to tyle, że armia powinna służyć partii konstytucyjnej i bronić jej interesów.

Stan armii rosyjskiej nie był dobry, co ujawniła z całą bezwzględnością wojna z Japonią. Przeprowadzone po wojnie reformy wojskowe, mające poprawić sytuację, były pozorne i w rzeczywistości nie zmieniały trudnej sytuacji. Książę obnażył w licznych broszurach fatalny stan obronności kraju. Jako gorący patriota bolał nad postawą swoich przełożonych, którym w istocie nie zależało na dobrym przygotowaniu armii, tym bardziej, że zauważał niebezpieczne działania wrogów wewnętrznych. Że miał rację, okazało się dopiero w czasie I wojny światowej, kiedy wprowadzono w życie niewielką część jego postulatów. Było jednak już za późno… Wzorową służbę w końcu doceniono i w 1908 r. wysłano Wołkońskiego jako agenta wywiadu wojskowego do Italii. Czteroletni pobyt w Rzymie nakłonił jeszcze bardziej serce księcia do katolicyzmu.

W 1912 r. z okazji setnej rocznicy pokonania w krwawej wojnie wojsk Napoleona, naczelni dowódcy armii skierowali do cara Mikołaja II list pochwalny z okazji odbywających się uroczystości. Skrajnie prawosławny i ksenofobiczny ton listu rozpoczynający się od słowa „Samodzierżawcy…” był nie do zaakceptowania dla Wołkońskiego. Odmówił podpisania adresu, motywując, że jest inspirowany przez działalność fanatycznie prawosławnej „Czarnej Sotni” (Związek Narodu Rosyjskiego), której działalność w istocie podkopuje autorytet monarchii i jest przejawem wzrastających wpływów partii wewnątrz armii. Pomimo, że Wołkoński miał niewątpliwie rację – od 1905 r. Rosja nie była samodzierżawiem, ale traktowaną przez niego z nieufnością monarchią konstytucyjną z apolityczną armią – spotkała go bardzo surowa kara. Początkowo planowano dyscyplinarne wydalenie z armii, ale po rozpatrzeniu sprawy przez sąd wojskowy zarządzono zwolnienie na własną prośbę zainteresowanego. Sprawa dla dowództwa była niezręczna, więc przyjęto prośbę o dymisję z przyczyn zdrowotnych. Wydawało się, że służba wojskowa wzorowego białogwardzisty dobiegła końca.

Wybuch I wojny światowej zastał Wołkońskiego w ukochanym przez niego Rzymie, w którym zamieszkał po zdymisjonowaniu. Bez wahania powrócił na wezwanie przełożonych do czynnej służby wojskowej. Doceniając jego długi pobyt w Italii i znajomość tamtejszej sytuacji, mianowano go na powrót wojskowym agentem w Rzymie, oddelegowanym do kontaktów ze Sztabem Głównym armii włoskiej.

Rewolucja lutowa i październikowa w 1917 r., zwycięstwo bolszewików, było największym kataklizmem jaki dotknął Rosję w jej historii. 13 lipca 1917 r. Matka Boska w Fatimie powiedziała do ubogich pastuszków, że jeżeli Rosja nie nawróci się, „kraj ten rozpowszechni swe błędy na świat, prowokując wojny i prześladowanie Kościoła św. Dobrzy będą umęczeni, Ojciec Święty będzie musiał znieść wiele cierpień, wiele narodów zostanie całkowicie zniszczonych”. Wołkoński pozostał na emigracji, oddając wszystkie swe siły i talenty w służbie chrześcijaństwa i swojej ojczyzny. Szybko nawiązał kontakt z innymi środowiskami emigracyjnymi, wspierając z Zachodu finansowo i dyplomatycznie „białą krucjatę” antybolszewicką gen. barona Wrangla. Jednocześnie skierował swoje ostre pióro przeciw separatyzmowi ukraińskiemu. Z perspektywy rosyjskiego patrioty tendencje ukraińskich nacjonalistów, dążących do stworzenia „Samoistnej Ukrainy” były ciosem zadanym Rusi, działaniem wrogów Rosji. Poświęcił temu zagadnieniu liczne poważne prace naukowe: Obraz Rusi do epoki mongolskich najazdów, Gdzie tkwi niebezpieczeństwo?, Małorus i Ukrainiec – wszystkie prace opublikowane w przeciągu jednego (1929) roku! Poza tym publikował broszury i książki na inne tematy związane z problemami kultury, historii i polityki Rosji, deklarując się wyraźnie jako słowianofil.

Rok 1930 był dla księcia Wołkońskiego rokiem przełomowym. Tląca się od wielu lat idea przejścia na katolicyzm rozgorzała na nowo w jego sercu. Dążenia matki ziściły się dopiero w życiu syna. Instynktowna wierność rodu Wołkońskich do katolicyzmu znalazła swój finał w oficjalnym przejściu na katolicyzm księcia Aleksandra. Ale to jeszcze nie koniec! Bowiem przedstawiciel jednego z najstarszych rodów Rusi przyjął w tym samym roku święcenia kapłańskie, zamieniając mundur Białej Gwardii na czarną sutannę księdza. Ostatnie cztery lata ksiądz Wołkoński przeżył w Rzymie służąc Kościołowi w Papieskiej Komisji „Pro Russia”, wykładając historię i literaturę rosyjską w Papieskim Instytucie Wschodnim. Ostatnim jego dziełem była praca Katolicyzm i duchowa wierność Wschodu, w której nie tylko rozprawił się ze zbrodniczym komunizmem, ale również przeanalizował sześć różnic dogmatycznych pomiędzy katolicyzmem a prawosławiem, udowadniając nieprawidłowe ich zrozumienie przez prawosławie i ukazując ich główną rolę w odrodzeniu Kościoła wschodniego.

18 października 1934 r. protojerej Aleksandr Michajłowicz książę Wołkoński zakończył swą służbę na ziemi. Duszpasterz rosyjskich emigrantów, katolicki biskup P. Bucis powiedział o zmarłym i jego zacnej rodzinie: „był dostojnym przedstawicielem rodu, w którym zawsze istniały duże sympatie do Kościoła katolickiego”.

W 1937 r. wraz z pogarszającą się sytuacją międzynarodową papież Pius XI opublikował encyklikę Divini redemptoris (O bezbożnym komunizmie), w której nie tylko opisał  zbrodnie bolszewików, ale zawarł środki zaradcze. Zaliczył do nich odnowienie życia chrześcijańskiego, opartego na odwadze Prawdy i sprawiedliwości, modlitwie i pokucie jako odkupieniu grzechów, oraz nowe, liczne i oddane Chrystusowi powołania kapłańskie. Życie księdza-księcia Wołkońskiego było zawsze oparte na umiłowaniu prawdy i sprawiedliwości, co często ściągało na niego gromy przełożonych. Na emigracji zauważył związek między pokutą a odrodzeniem Rosji, co stało się, być może, jedną z przyczyn poświęcenia reszty lat swego życia w służbie Bogu. Życie księcia Wołkońskiego było konsekwentnym życiem katolika.

[1] W. Ponomariew, M. Fomin, Aleksandr Michajłowicz Wołkońskij, russkij oficier i katolicieskij swiasciennik. [w:] „Pokrow. Almanach rossijskich katolikow”,nr 2, 1999, ss. 25-38.